W łódzkim zespole nie brakuje nazwisk doskonale znanych sympatykom futbolu. Kosecki czy Mowlik kojarzą się z najlepszymi latami polskiej piłki. Nie Roman i nie Piotr oczywiście teraz grają w łódzkim klubie, ale ich synowie, Jakub Kosecki i Mariusz Mowlik.
Obaj w piątkowym meczu byli mocnymi punktami swojej drużyny. Po faulu na Mowliku sędzia nawet podyktował rzut karny dla ŁKS. - Ładne, szybkie widowisko, jednak w drugiej połowie niepotrzebnie się cofnęliśmy i oddaliśmy inicjatywę przeciwnikowi. Kto wie, jak potoczyłyby się losy meczu, gdybyśmy tak szybko nie stracili gola, po którym goście dostali wiatr w żagle – komentuje przebieg meczu obrońca ŁKS.
Mowlik miał też pretensje do sędziego, uważając, że rzut karny dla Piasta był naciągany - Szkoda tylko, że w 53. minucie pan w żółtym stroju musiał zaznaczyć swoją obecność na boisku, bo według mnie karny dla gości był podyktowany "z kapelusza". - Tyle, że Mowlik miał wyśmienitą okazję na podwyższenie wyniku na 3:1, co sam przyznaje. - Miałem szansę na gola na 3:1, w przepychance przed wykonaniem rzutu wolnego straciłem jednak równowagę i nie trafiłem czysto w piłkę, a ta przeleciała obok słupka bramki Piasta.
Biorąc pod uwagę fakt, że gliwiczanie do przerwy przegrywali 0:2 z tego jednego punktu należy się cieszyć, co na pomeczowej konferencji potwierdził Paweł Gamla - Uważam, że mecz mógł się podobać. Kiepsko zaczęliśmy, założenie było takie by w pierwszych minutach nie stracić bramki, niestety się nie udało. Szacunek dla moich kolegów za to, że zdołaliśmy się podnieść i wywieźć z Łodzi punkt.
Nikt chyba nie ma wątpliwości, że bohaterem całego spotkania został Bartosz Iwan, strzelec dwóch goli, także syn reprezentanta Polski, Andrzeja - Było to drugie spotkanie z rzędu, kiedy pierwsi tracimy bramkę i musimy gonić wynik. Na pewno nie zaczęliśmy tego meczu tak jak sobie założyliśmy. Po niezłym nawet początku oddaliśmy inicjatywę ŁKS-sowi i to się zemściło – tak widział pierwszą połowę pomocnik Piasta, którą to oglądał z perspektywy ławki rezerwowej. Iwan na murawie pojawił się po przerwie i dokonał rzeczy, która wydawała się niemożliwa – Trener już przed meczem mówił, że wierzy, że jak wejdę, to rozstrzygnę losy tego spotkania. Nie wygraliśmy, ale remis wywalczony na trudnym terenie w Łodzi to też dobry wynik – wyjaśnia Iwan, dlaczego na boisko wszedł dopiero po zmianie stron. Iwan ma już na koncie cztery strzelone bramki i prowadzi w klasyfikacji najskuteczniejszych strzelców I ligi.